Ryszard Gwalbert Misiek urodził się w Legnicy 63 lata temu, zmarł 24 sierpnia we Wrocławiu, a pochowamy go w najbliższą sobotę na cmentarzu na Maślicach.
Studiował mechanikę na Politechnice Wrocławskiej i filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, ale tak naprawdę pochłaniała go muzyka, a dokładnie jazz. Ostatni raz dłużej rozmawialiśmy (do białego rana), gdy we wrocławskim klubie Queen grał solo na saksofonie tenorowym piękne soulowe kawałki i ludzie przy nich tańczyli. Bo on potrafił jednym swoim dźwiękiem porwać wszystkich. To sztuka. W zasadzie nawet Wielka Sztuka. Dziś nazwisko Ryszard Gwalbert Misiek mówi coś tylko rówieśnikom. A to był facet, który dostał stypendium im. Krzysztofa Komedy (1974), wygrywał Jazz nad Odrą (i jako muzyk, i jako kompozytor) w czasach, kiedy był to jeden z najbardziej prestiżowych festiwali w Polsce, wreszcie założył najbardziej wyjątkowy teatr muzyczny w Polsce. Wrocławskie władze tego prezentu nie przyjęły, bo to już nie były te władze, które przytuliły mima Henryka Tomaszewskiego i guru teatralnej awangardy Jerzego Grotowskiego. Dla urzędników był Mis